Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 sierpnia 2018

Organizacja szuflady z bielizną / Underwear drawer

Czy Wasze szuflady z bielizną wyglądają tak:



A w najlepszym wypadku tak:

To polecam - przeorganizujcie je żeby wyglądały tak:



Miałam ostatnio wenę do sprzątania i stąd pewnie pomysł na tego posta :) Poza tym kilka moich koleżanek, którym pokazałam jak układam bieliznę stwierdziło, że jest - powiem nieskromnie - genialny w swej prostocie i naprawdę praktyczny, dlatego uznałam, że wart jest on tego by się nim z Wami podzielić. 
Dawniej układałam gatki tak, jak na trzecim zdjęciu, ale wadą takiego ułożenia jest to, że gdy chcemy wyciągnąć coś spod spodu, to cały stosik się rozwala. Poza tym nie widać co gdzie leży, więc gdy się śpieszymy, a chcemy znaleźć konkretny egzemplarz, to bałagan od razu gwarantowany. 
Sposób ułożenia z dwóch ostatnich zdjęć jest super, bo wszystko widzimy, bez problemu znajdujemy czego szukamy i wyciągając to, co chcemy nie robimy bałaganu w całej szufladzie. Co najważniejsze, takie składanie wcale nie jest czasochłonne - za każdym razem gdy wkładam do szuflady wypraną bieliznę zajmuje mi to góra kilkadziesiąt sekund, a życie ułatwia niesłychanie :) Polecam! 
Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku / Roundup of the year

Chociaż w tym roku tak naprawdę zabrakło mi czasu na regularne blogowanie, to mimo wszystko cieszę się, że udało mi się chociaż od czasu do czasu coś wrzucić :) Nie wiem co przyniesie rok 2018, ale wiem, że wrzucanie postów nadal sprawia mi przyjemność więc mam nadzieję, że będą się one nadal pojawiać. A jaki był ten 2017 na blogu? Zobaczmy: 

Fotograficznie


Kartkowo


Kulinarnie


Blogmasowo


Kochani w ten ostatni dzień roku dziękuję Wam, że tutaj zaglądacie, że wysyłacie wiadomości, zadajecie pytania, a w szczególności za to, że dajecie mi kopniaka jak za długo nic nie wrzucam :) Życzę Wam Wszystkim udanego Sylwestra i pięknego, dobrego i pomyślnego 2018! Pozdrawiam serdecznie!!!

czwartek, 24 listopada 2016

Paczkowy czas

Znowu nastał Paczkowy czas :) Od soboty otwarta jest internetowa baza rodzin gdzie można wybrać rodzinę, dla której przygotujemy Paczkę... Szlachetną oczywiście :) 
Aż miło patrzeć jak z godziny na godzinę rośnie liczba rodzin wybranych przez Darczyńców. 
Zainteresowanych tą akcją odsyłam na stronę internetową 
www.szlachetnapaczka.pl 
gdzie znajdziemy wszystkie potrzebne informacje, a także opisy tych rodzin włączonych w tym roku do projektu, które nie znalazły jeszcze swoich Darczyńców. 
O swoich doświadczeniach z Paczką pisałam też w tym poście - było to wprawdzie dwa lata temu ale idea pozostała bez zmian :)
Tych, którzy chcieliby się włączyć, ale trochę się boją, bo nie wiedzą czy dadzą radę, albo czy znajdą wystarczającą ilość czasu żeby się tym zająć, zachęcam żeby połączyli siły z innymi też troszkę się wahającymi - razem na pewno dacie radę!!! Daję słowo, że radość z pomocy innym jest tak wielka, że z nawiązką wynagrodzi wszystkie poniesione trudy :)

 Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 29 lipca 2016

Lato, lato wszędzie (przepis na lemoniadę) / Summer is everywhere (lemonade recipe)

Wreszcie oddycham pełną piersią i czuję się jak w niebie :) No bo któż z nas nie lubi tego letniego luzu, osmaganej słońcem i wiatrem skóry, owoców zrywanych prosto z krzaczków, ogórków małosolnych, zapachu prania wysuszonego na słońcu, wakacyjnych przebojów w radio i klapek na nogach :) 


Niestety ostatnimi czasy lato jakby o nas zapomniało i wyniosło się gdzieś daleko zostawiając nas z zachmurzonym niebem i o wiele za niskimi, jak na tę porę roku, temperaturami. Dlatego teraz, kiedy łaskawie do nas wróciło, jeszcze bardziej się nim cieszę!


Napawam się każdym z tych drobiazgów, które wypełniają naszą letnią rzeczywistość i  tylko jedna rzecz troszkę mnie niepokoi - zastanawiam się jak to możliwe, że te dni chociaż niby taaaakie długie, to jakby dwa razy szybciej uciekały!  Ale nic to... póki jest trzeba się nim cieszyć na maksa! Lato!


Lato to wycieczki rowerowe - już w pierwszy dzień moich wakacji rowerek poszedł w ruch! Poczucie wolności i  przestrzeni jakiego doświadczam pomykając na moim jednośladzie jest porównywalne do tego, którego doznać można przemierzając górskie szczyty :)


Latem częściej niż zwykle przyrządzam przeróżne koktajle, z tego co akurat mam pod ręką :) - pisałam o tym w ostatnim poście.


Lato to bukiety kwiatów, tych najpiękniejszych - ogrodowych, które rozstawiam namiętnie po każdym kącie i co na nie spojrzę to od razu mi lepiej na duchu ;)


Lato to całe mnóstwo sezonowych dań, na które czekamy cały rok - chłodnik z młodych buraczków, sałatka pomidorowa, mizeria, cukinia pod wieloma postaciami, młode ziemniaczki z koperkiem i wiele wiele innych.

 
Lato to podróże - te małe i te większe, na które czekamy cały rok i które pozwalają nam spojrzeć na świat z troszkę innej perspektywy, zdystansować się do wielu rzeczy, naładować akumulatory, a często też bardziej docenić to, czego na co dzień nie zauważamy.


W końcu lato to wspomniana w tytule lemoniada - najlepsza żeby ugasić pragnienie w upalne, letnie dni. Ja bardzo lubię lemoniadę z dodatkiem odrobiny soku z kwiatów czarnego bzu - nadaje on fajny orzeźwiający smak, ale nie daję go za dużo żeby lemoniada nie była za słodka. Oto moja bajecznie prosta receptura na lemoniadę:

Lemoniada
sok z kwiatów czarnego bzu
sok z cytryny  
mięta i melisa
kilka malin / plasterków ogórka / kawałek arbuza - dla ozdoby, ale również aromatu
woda + kilka kostek lodu


Lato to także spotkania pod gwiazdami, pikniki, ogniska, kawki w ogrodzie, spacery... ich wartość jest nieoceniona. Dlatego życzę nam wszystkim żeby trwało jak najdłużej!!! :)
Pozdrawiam serdecznie, letnio, słonecznie :) 
 

sobota, 4 czerwca 2016

Słodki stół / Sweet table

Zdarzyło mi się jakiś czas temu (tak naprawdę to zupełnie przez przypadek), przygotowywać słodki stół na wesele znajomej. Szczerze mówiąc jak pierwszy raz usłyszałam od niej o słodkim stole, to nie wiedziałam za bardzo o co chodzi i dopiero po obejrzeniu sporej ilości zdjęć dowiedziałam się jak bardzo popularne są teraz takie stoły i jak one najczęściej wyglądają. I przyznam, że nieźle się wtedy przeraziłam - te oglądane przeze mnie stoły były tak idealne, piękne i profesjonalne, że nie było najmniejszych szans żebym stworzyła coś podobnego, bo ani talentu, ani rekwizytów takich nie miałam :)

Niemniej jednak zgodziłam się i nie było odwrotu - musiałam więc zakasać rękawy i wymyślić jak to zrobię. Na szczęście moja znajoma nie chciała idealnego słodkiego stołu rodem z żurnala, tylko coś bardziej 'naturalnego' :) Poza tym miał to być słodki stół dla dzieci więc można było wpleść jakieś zabawne, kolorowe elementy i nie wszystko musiało być idealnie dopasowane. Tak też wyszło - było kolorowo i zabawnie, a milusińscy goście weselni byli zachwyceni :)

Najpierw przygotowałam kilka elementów dekoracyjnych - girlandę z napisem słodki stół, kilka pików do powbijania w słodkości, lizakowe 'bukiety' oraz kartonowy tort, na którym stanąć miały babeczki. Kupiłam też kilka gadżetów z myślą o dzieciach - czapeczki i gwizdki - takie jak zwykle kupujemy na przyjęcia urodzinowe :)

Dzień i noc przed weselem, to był bardzo intensywny czas ponieważ musiałam przygotować wszystko to, co chciałam żeby było zrobione na świeżo - czyli tak naprawdę większość łakoci :) Efekt końcowy był taki: 


A co dokładnie pojawiło się na stole? Postaram się pokazać Wam teraz poszczególne elementy. Wrzucę też przepisy na te łakocie, o które pojawiło się najwięcej pytań - czyli ciasteczkowe lizaki i karmelowy popcorn :)

Oprócz słodkości domowej roboty, były też wspomniane już lizaki, różne żelki, malinki, pianki, ptasie mleczko, krówki i ciasteczkowe draże - czyli to, co dzieciaczki lubią najbardziej. Wiem, wiem - strasznie niezdrowe, ale to przecież była wyjątkowa okazja - raz na jakiś czas można w końcu zaszaleć :)

Na środku stołu stanął mufinkowy tort - były dwa rodzaje mufinek - większe czekoladowe i kokosowe w wersji mini.  



Lizakowe bukiety - to po prostu lizaki ozdobione wstążeczkami i powbijane w styropian :)


Ciasteczkowe lizaki, czy jak kto woli cake pops :)

 
Ptasie mleczko ozdobione kwiatuszkami wyciętymi z masy cukrowej  i perełkami


Karmelowy popcorn


Żelki, pianki, krówki, draże ciasteczkowe i cała reszta :)


 A teraz obiecane przepisy :)

Ciasteczkowe lizaki 
- pieczemy zwykły biszkopt
- kruszymy biszkopt tak żeby powstał nam z niego 'piasek'
- dodajemy kilka łyżek dżemu / marmolady / nutelli *- po prostu tego, na co mamy ochotę - dodajemy po łyżce i mieszamy sprawdzając konsystencję (ważne żeby nie dać tego za dużo bo będzie się ciapać, a z  kolei jak damy za mało, to będzie się kruszyło i nie uda nam się uformować kulek) - nasz piasek ma zrobić się lepki tak żeby dało się z niego ulepić kulki - powstałą masę schładzamy w lodówce (15-20 min)
* ja dałam dżem brzoskwiniowy pomieszany z dość kwaśnym dżemem z pigwy - chciałam żeby masa nie była zbyt słodka, bo słodkości dodała jeszcze polewa czekoladowa
- gdy nasza masa będzie schłodzona formujemy z niej kulki, układamy na tacy i ponownie schładzamy w lodówce
- rozpuszczamy kawałeczek czekolady / kuwertury, maczamy w niej patyczek do lizaków i wbijamy go w nasze kulki i znów wstawiamy na chwilę do lodówki
- roztapiamy resztę czekolady / kuwertury i maczamy w niej lizaki, delikatnie strzepujemy nadmiar czekolady, ozdabiamy czym dusza zapragnie i układamy na tacy bądź na specjalnym stojaku do lizaków (ewentualnie wbijamy w kawałek styropianu)

Karmelowy popcorn
- robimy popcorn (na patelni lub w mikrofalówce - jak wolimy :)
- w garnku roztapiamy 1/2 kostki masła, dodajemy 1/2 szkl brązowego cukru i 2 łyżki miodu (lub więcej miodu i pomijamy cukier), mieszamy na ogniu aż troszkę zgęstnieje
- powstałą masą polewamy popcorn i dokładnie mieszamy żeby się dobrze oblepił
- popcorn najlepiej jest na chwilę rozłożyć na tacy lub papierze aż zastygnie karmel (żeby nie zbił nam się on w jedną wielką kulę ;)

Na pewno nie był to słodki stół na miarę tych przygotowywanych przez profesjonalnych cukierników, czy firmy specjalizujące się w tymże temacie. Był to mój totalny debiut, gdyż większość z tych rzeczy robiłam pierwszy raz w życiu, stresu więc było co nie miara, ale koniec końców wszystko się udało, no i najważniejsze para młoda była zadowolona :)


Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 14 marca 2016

Podróżnik / Traveller

Jejjjjjjjj... mój projekt 'PODRÓŻNIK' w końcu doczekał się realizacji :) ... ale po kolei...


Jestem chomikiem - wie o tym każdy, kto mnie zna, dlatego pewnie nie zdziwi nikogo fakt, że mam strasznie dużo różnego rodzaju ulotek, broszurek, mapek, biletów, programów, wizytówek, zasuszonych kwiatków, notatek (i mogłabym tak jeszcze chwilę wymieniać ;), które przywożę z podróży. Podróżować lubię więc moja kolekcja tych wszystkich 'sentymentalnych pierdół' z roku na rok robiła się coraz większa i albo przewalała się po szufladach, pudełkach i innych zakamarkach, albo powkładana była do przewodników. Niestety jednego, wspólnego miejsca jak dotąd te moje skarby nie miały. 


Na pomysł założenia PODRÓŻNIKA wpadłam już kilka dobrych lat temu, ale jakoś zawsze było mi z nim nie do końca po drodze, mimo że w międzyczasie zdążyłam kupić kilka zeszytów, które miały zostać wykorzystane do tego właśnie celu :)
Jednak jak się okazuje stare porzekadło nie myli się mówiąc, że co się odwlecze to nie uciecze (nawet jeśli kilka lat się odwleka), bo podróżnik już od jakiegoś czasu dumnie spoczywa na mojej półeczce między przewodnikami i mapami :)


Co to takiego ten mój 'podróżnik'? Otóż jest to po prostu zeszyt do którego chronologicznie powklejałam/powpinałam/poprzyczepiałam wszystkie moje wyjazdowe zdobycze, opisałam co, gdzie i kiedy, dorzuciłam kilka krótkich zapisków i pocztówek i GOTOWE! Brzmi jak drobnostka, ale muszę się przyznać, że kilka nocy mi to zajęło :) Niemniej jednak cieszę się, że w końcu się za to zabrałam, że mam teraz wszystko w jednym miejscu i że mogę tam zajrzeć jak mam gorszy dzień i powspominać te lepsze :).  Jeśli zaś chcę coś konkretnego znaleźć, to jest to teraz o niebo łatwiejsze. 


Zdaję sobie sprawę z tego, że większość osób złapałaby się za głowę albo załamałaby ręce, gdyby zobaczyła co zawiera moja kolekcja, bo co tu dużo mówić w większości jest to nic innego jak po prostu makulatura... Tak, tak, nie przesłyszeliście się! Ja to doskonale wiem, ale nic na to nie poradzę, że lubię takie właśnie drobiażdżki - w końcu nie bez powodu wybrałam taką, a nie inną nazwę tego bloga :) i dla mnie ta makulatura jest bezcenna! 



Jeśli Wy też lubicie zbierać podobne skarby to polecam  tego typu rozwiązanie - podróżnik, dziennik, kronika, pamiętnik czy jak go tam sobie nazwiecie. Super sprawa!


Pozdrawiam serdecznie!

czwartek, 20 sierpnia 2015

Pierwsze urodziny / First birthday :)

Miał się pojawić dzisiaj zupełnie inny wpis, ale w ostatniej chwili zorientowałam się, że dokładnie rok temu zamieściłam na blogu pierwszego posta. Dlatego stwierdziłam, że to dość ważkie wydarzenie i nie wypada tego faktu przemilczeć :)
Pamiętam z jaką obawą i nieśmiałością zamieszczałam pierwsze wpisy, nie wiedząc czy kogoś w ogóle zainteresuje to, o czym tutaj piszę i co pokazuję. Nie wiedziałam też jak długo wytrwam i czy po jakimś czasie nie stwierdzę, że pomysł był do bani i to jednak nie ma sensu - a tu proszę - sama nie wiem kiedy minął rok! 
Wiadomo różnie to bywa - w niektórych miesiącach wpisów było więcej, a w innych zdołałam zaledwie kilka postów zamieścić. Nie robię nic na siłę i nie próbuję też pobijać żadnych rekordów - po prostu robię to, co mi w duszy gra i wtedy kiedy mam na to czas i ochotę. Po roku mogę powiedzieć, że ten blog jest taki jakim go sobie wyobrażałam - odzwierciedla moje zainteresowania, to co jest dla mnie ważne i czym lubię się zajmować. Jedyne co mnie samą zaskakuje to to, że zamieszczam całkiem sporo wpisów kulinarnych :) Guru kulinarne ze mnie żadne, ale pichcić lubię więc pewnie nie jeden przepis jeszcze tu wrzucę :)
Dziękuję Wszystkim, którzy tu do mnie zaglądają, dopingują mnie, trzymają kciuki, domagają się kolejnych wpisów, zamieszczają komentarze czy wysyłają wiadomości. Jest to szalenie miłe gdy pozostawiacie po sobie jakiś ślad!!! :)

 Pozdrawiam serdecznie!

środa, 19 sierpnia 2015

Uwielbiam rupiecie / I love junk :)

Chyba już nie raz wspominałam jak bardzo lubię stare, dotknięte zębem czasu i posiadające duszę przedmioty. Mają w sobie to coś, czemu nie potrafię się oprzeć. Noszą w sobie historię i są piękne po prostu - bardzo często im brzydsze w oczach innych, tym dla mnie piękniejsze. Lubię przygarniać takie perełki - odnawiać, przerabiać, albo zachowywać w takiej formie w jakiej je gdzieś znalazłam. Lubię dawać im drugie życie (ku częstemu niezrozumieniu i dziwnym spojrzeniom tych, którzy nie podzielają mojego zachwytu nad tymi cudnymi 'rupieciami'). Oczyma wyobraźni widzę każdą starą deskę, skrzynkę, szufladę, wiaderko, młynek, łyżkę... jak pięknie prezentuje się w nowym miejscu, w nowej roli, albo dokładnie w tej, do której została stworzona.

Moje odnowione fotele, lampę, krzesło czy stolik już widzieliście w zeszłorocznych postach - jeśli ktoś chciałby jeszcze raz rzucić okiem, to zapraszam tu, tu i tu. Dzisiaj zaś chciałam pokazać ile piękna mają w sobie inne drobne rupiecie gdzieś tam przeze mnie wypatrzone :) Zobaczcie sami... a może w przyszłości popatrzycie łaskawszym okiem na przedmioty, które wydają Wam się całkiem do niczego. 

Lejek znaleziony w babcinej komorze -  wiedziałam, że muszę go przygarnąć bo inaczej czeka go szybki koniec  ;). Bez problemu znalazł miejsce w mojej kuchni, a poza tym bywa całkiem fajnym rekwizytem dodającym tego 'czegoś'  zdjęciom. Jeśli ktoś tak jak ja uwielbia robić zdjęcia, to takie na pozór bezużyteczne przedmioty często mogą okazać się bardzo przydatne i fotogeniczne :)


Stara skrzynka - niestety zjedzona trochę przez robaki, ale nadal bardzo urokliwa. Stare drewno to coś, obok czego nie potrafię przejść obojętnie. Ma w sobie jakąś magię i gdyby nie to, że czasem za dużo w nim niechcianych 'lokatorów', to miałabym go w swoim otoczeniu znacznie więcej :)


Stare dechy, deski, deseczki - nie potrafię się oprzeć ich urokowi i już! Ta, którą widzicie poniżej, zachwyciła mnie nieregularną, złamaną krawędzią. Przemalowana z jednej strony, stoi sobie to tu, to tam, pełniąc funkcje ozdobne, ale też bardzo praktyczne, gdyż często wykorzystuję ją jako tło do zdjęć. Do pytań w stylu "A po co ci ta deska?" już przywykłam :)

 
Foremki z poniższego zdjęcia też prawie na śmietniku wylądowały... a ja już tyle różnych zastosowań dla nich znalazłam - wielokrotnie używałam ich choćby jako świeczników czy małych 'doniczek' na rzeżuchę.  


Młynki do pieprzu... czyż te zardzewiałe korbki nie są urokliwe?  Może spróbuję je wyczyścić, ale na razie są jakie są :) Uważam, że wszystko, co jest zrobione z naturalnych materiałów, nawet przyniszczone zachowuje swój swoisty urok.



Metalowy kosz - wyczyszczony i pomalowany służy mi teraz do przechowywania koców. Zresztą takie kosze są teraz chyba bardzo na czasie, bo widziałam podobne na nie jednym wnętrzarskim zdjeciu :)

 

Gliniane naczynia - przez wiele lat stały nieużywane w piwnicy - całe szczęście, że nikt nie wpadł na pomysł żeby je wyrzucić! Świetnie sprawdzają się w roli doniczek czy pojemników na różne sprzęty kuchenne.



I tak mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać, ale nie chcę za bardzo zagracić tego wpisu ;)
Pozdrawiam serdecznie!

środa, 13 maja 2015

Syrop z sosny / Pine syrup

Kochani to jest ten czas (najwyższy!), kiedy możemy zrobić syrop z młodych pędów sosny. Według mnie syrop ten jest rewelacyjny i nie raz ratował mnie przed chorobą i całkowitym 'rozłożeniem'. Gdy tylko czuję, że coś mnie w gardle drapie i jakoś niewyraźnie się czuję, sięgam po mój syrop z sosny i okazuje się, że on naprawdę działa. Wiele osób to potwierdza - wielu osobom polecałam ten syrop i dla nich też okazywał się być skuteczny. W takiej sytuacji głupotą byłoby nie skorzystać z darów natury.

Syrop przygotowuje się bardzo prosto - chyba największym wyzwaniem jest zebrać młode pędy sosny - najlepiej w miejscu oddalonym od drogi. Ścinamy młode pędy wybierając te ok. 10 cm, zielone z brązową łupinką. Następnie kroimy te pędy na kawałki ok. 1-2 cm i układamy warstwami w słoiku przesypując cukrem lub miodem - warstwa sosny-warstwa cukru lub 2-3 łyżki miodu itd. Na końcu można jeszcze dodać sok z cytryny. Słoik zakręcamy i odstawiamy na ok 1-2 tyg w słoneczne miejsce i czekamy, aż sosna puści sok. Czas zależy tak naprawdę od pogody - w słoneczne dni wystarczy tydzień i syrop jest gotowy, a w pochmurne musi postać dłużej :)
Po upływie tego czasu zlewamy powstały sok - ja zlewam przez gazę żeby pozbyć się ewentualnych 'farfocli' z pędów sosny - i odstawiamy w ciemne, chłodne miejsce - najlepiej do piwnicy. Tak przechowywany sok nie traci swoich właściwości nawet przez kilka lat. Można pić profilaktycznie przez cały rok - 1 łyżeczka dziennie lub w przypadku przeziębienia 1-2 łyżeczki 3-4 razy dziennie.

Do tej pory robiłam syrop z sosny na bazie cukru, ale w tym roku postanowiłam, że jeszcze go ulepszę i właśnie nastawiłam syrop na bazie miodu - zobaczymy może będzie jeszcze skuteczniejszy.


Gorąco polecam ten syrop, bo naprawdę warto - tylko trzeba się pośpieszyć bo to już ostatni dzwonek żeby zebrać młode pędy sosny zanim się zestarzeją :)


sobota, 14 lutego 2015

Całkiem spontaniczny post / Totally spontaneous post

Jak widnieje w tytule jest to całkiem spontaniczny, nie planowany i nie przemyślany post. Jeszcze pół godziny temu nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę go pisać :) ale...
Tak już jakoś mam, że bardzo często znajduję różne myśli, cytaty, słowa, książki, zdjęcia czy obrazki bardzo adekwatne do tego co akurat się dzieje, co przeżywam, o czym myślę czy co siedzi mi w danej chwili w głowie. Tak naprawdę, to wydaje mi się, że to nie ja je znajduję, ale że one znajdują mnie, bo jakoś tak same pojawiają się znienacka mimo, że wcale ich nie szukam. Często jest tak, że dają mi one dużego kopa, którego akurat potrzebuję, uspokajają, wywołują uśmiech albo po prostu dają trochę do myślenia.
Dzisiaj też tak było... dzisiaj znalazł mnie wiersz... i pomyślałam sobie, że nie będę go zatrzymywać tylko dla siebie, bo może komuś z Was też jest on dzisiaj potrzebny :)
 
Ernest Hemingway 

Ponieważ dzień jakby nie było wyjątkowy to dorzucam jeszcze:


Uwielbiam je!!! :)
Pozdrowienia serdeczne dla Wszystkich!

piątek, 9 stycznia 2015

słoik szczęścia / jar of happiness

Z małym opóźnieniem, ale postanowiłam opowiedzieć Wam o SŁOIKU SZCZĘŚCIA :)


Ideą tego słoika jest zapisywanie pod koniec każdego dnia na małej karteczce najszczęśliwszych momentów, chwil, zdarzeń danego dnia i gromadzenie tego w słoiku właśnie. Przez cały rok zamykamy w słoiku szczęśliwe chwile, a po roku otwieramy, czytamy i uświadamiamy sobie ze zdwojoną siłą jakimi jesteśmy szczęściarzami.
To nie muszą być jakieś wielkie rzeczy, wygrane w totka czy nieoczekiwane spadki ;)... często bywa przecież tak, że nawet najmniejsze drobnostki potrafią wprawić nas w dobry humor na cały dzień, albo poprawić nam nastrój po długim, ciężkim dniu. W codziennej bieganinie często nie dostrzegamy tych drobnostek, nie doceniamy ich należycie, albo bardzo szybko o nich zapominamy. Słoik szczęścia ma nam pomóc cieszyć się z drobiazgów oraz doceniać piękne chwile i małe radości. 


Idea słoika szczęścia nie jest nowa i być może wielu z Was jest od dawna znana. Ja też słyszałam o niej wcześniej, ale dopiero w tym roku zmotywowana licznymi wzmiankami na jakie natknęłam się na internecie zapragnęłam sama taki słoik mieć i wiecie co... gorąco Wszystkim polecam :) Potrzeba zapisania szczęśliwego momentu dnia zmusza do refleksji, chwilowego zamyślenia, przypomnienia sobie co się danego dnia wydarzyło i uśmiechnięcia się do siebie gdy już wybierzemy tę najszczęśliwszą chwilę. Mam wrażenie, że dzięki temu trochę mniej rzeczy nam umyka, trochę więcej pamiętamy i bardziej cieszymy się z 'codziennych drobiazgów'. No cóż, w końcu nazwa bloga też do czegoś zobowiązuje :)

Tak jak wspomniałam słoik szczęścia stał się ostatnio dość popularny - ma nawet swój fanpage na Facebooku, a na Pinterest można znaleźć wiele pomysłów na to jak ów słoik przyozdobić.
Jeśli pomysł Wam się podoba to nie traćcie czasu tylko zakładajcie swoje Słoiki Szczęścia! To nic, że 1 styczeń już za nami - zamiast 365 szczęśliwych chwil zapiszecie 356 i już ;) - liczba równie imponująca i jak najbardziej warta zachodu! A jeśli koniecznie chcecie zapisać 365 karteczek, to nie musicie przecież otwierać go 1 stycznia 2016, tylko dokładnie rok po jego założeniu.
Mój słoik prezentuje się tak:


Nie szalałam z ozdabianiem gdyż chciałam żeby był taki prosty właśnie i uniwersalny, gdyż przez ten rok pewnie będzie zmieniał miejsce stacjonowania. Zrobiłam prosty tag z napisem, który jak najbardziej oddaje ideę słoika szczęścia oraz etykietkę i gotowe :)
Nie wiem czy uda mi się systematycznie wrzucać do niego karteczki każdego dnia, ale obiecałam sobie, że  postaram się aby tak było, a nawet jeśli kilka dni przeoczę to myślę że i tak zgromadzę w nim bardzo dużo dobrych zdarzeń :)


Pozdrawiam serdecznie po raz pierwszy w Nowym Roku!