Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2018

Cukinia a'la ananas / Courgette a la pineapple

Wiecie, że jestem wielką miłośniczką cukinii i cały czas wymyślam co by tu jeszcze z niej zrobić. Gdzieś obiło mi się o uszy, że można ją przyrządzić na słodko jako dodatek do różnych deserów. Poszperałam po Internecie i znalazłam różne wersje tego wynalazku - wspólnym mianownikiem tych przepisów było to, że ich autorzy twierdzili, że taka cukinia przypomina w smaku ananasa - i wiecie co... coś w tym jest :)


Zatem podzielę się z Wami moją wersją tego przepisu:

Cukinia a'la ananas
1,5 kg cukinii *
ok. 1 l wody (tak by zalewa przykryła cukinię)
2 łyżeczki kwasku cytrynowego
1 cukier waniliowy
4 goździki
laska wanilii
0,5 kg cukru
Cukinię obrać, wydrążyć i pokroić w kostkę. Wodę z kwaskiem zagotować, zalać nią cukinię i odstawić w chłodne miejsce na 1 dzień.
Następnego dnia zlać zalewę, dodać do niej cukier, cukier waniliowy, goździki, wanilię i zagotować. Do wrzącej zalewy wrzucić cukinię i gotować 5 min. Następnie cukinię powkładać do słoiczków, zalać zalewą i pasteryzować ok. 5 min. 

*Do przetworów najlepiej nadaje się cukinia trochę większa i starsza, bo nie jest tak bardzo wodnista i nie rozgotowuje się tak szybko. 


Do czego nadaje się taka cukinia? Według mnie pasuje do wielu deserów - można ją na przykład dodawać do lodów, budyniu, galaretki, jogurtu. Ma dość wyrazisty smak więc na pewno doda ciekawą nutę smakową naszym słodkościom.


Pozdrawiam serdecznie przetworowo! :)

sobota, 24 września 2016

Mój sposób na Ajwar / How I make Ajwar

Większość przepisów na Ajwar bazuje na papryce i bakłażanach, jednak gdy byłam w Chorwacji, to podawano tam zarówno ajwar z bakłażanami jak i z samej papryki, i ja taki właśnie paprykowy robię sobie w domu :)  


Jak to się często u mnie dzieje, przepis powstał na bazie kilku, a może nawet kilkunastu przepisów znalezionych na necie, które zostały oczywiście dostosowane do naszych upodobań. 


AJWAR
2 kg papryki
2 cebule
4 ząbki czosnku
10 dkg koncentratu pomidorowego
150 ml oliwy lub oleju
2-3 łyżki octu
sól, pieprz, ostra papryka/chili - ilość wedle uznania   

Paprykę umyć, przekroić na pół, usunąć nasienie i upiec w piekarniku (50-60 min w temp. 180 stopni). Po upieczeniu przełożyć do woreczka, zawiązać i odstawić na 15-20 min. Po tym czasie wyjąć z woreczka i obrać ze skórek. Ponoć to umieszczenie w szczelnie zamkniętym woreczku sprawia, że skórka łatwiej odchodzi i chyba faktycznie coś w tym jest, gdyż gdy za pierwszym razem robiłam ajwar nie znałam  tej sztuczki i strasznie się namęczyłam z tym obieraniem :)
Cebulę i czosnek posiekać i zeszklić.
Połączyć paprykę z cebulą i czosnkiem, dodać oliwę i koncentrat pomidorowy i wszystko razem zmiksować.  
Doprawić i gotować aż troszkę zgęstnieje (ok. 10-15 min).
Przełożyć do słoiczków, zapasteryzować i wcinać ze smakiem! :)

 
Gorąco polecam ten sos - intensywny smak papryki jest naprawdę rewelacyjny! Można jeść z serami, wędlinami, mięsem czy po prostu smarować nim kanapki. Smacznego!
Pozdrawiam serdecznie!
 

piątek, 21 sierpnia 2015

Domowy sos słodko-kwaśny / Homemade sweet and sour sauce

Zdarzają się sytuacje kiedy to musimy bardzo szybko upichcić jakiś obiad, bo na przykład pojawia się nieoczekiwany głodny gość, albo musimy dłużej zostać w pracy czy coś załatwić i wiemy, że na długie stanie przy garach na pewno nie znajdziemy czasu. Albo czasem po prostu nam się nie chce - rzecz ludzka! Dlatego warto mieć w piwnicy czy spiżarce gotowe już produkty, dzięki którym zrobimy obiad dosłownie w kilkanaście minut. Jedną z moich kulinarnych desek ratunkowych jest sos słodko-kwaśny, który przygotowuję w lecie, wkładam do słoików i czeka on sobie w piwnicy na takie właśnie awaryjne sytuacje. Oczywiście, że można kupić gotowy w sklepie, ale mój stosunek do takich gotowców doskonale znacie i dlatego ja tam wolę postać chwilę przy garach by potem zjeść coś bez tych wszystkich ulepszaczy, polepszaczy i nie wiadomo czego jeszcze.
Nie jest to specyfik z mojej ulubionej serii 'gotowe w 20 min', ale też cały dzień nie trzeba nad nim stać więc uważam, że warto tę chwilę poświęcić :)


Sos słodko-kwaśny  

3 kg pomidorów
1 kg cebuli 
Pomidory obieram ze skórki i kroję na mniejsze kawałki, cebulę kroję w średnią kostkę i gotuję pomidory z cebulą ok. 30-40 min.

Następnie dodaję:
3-4 papryki pokrojone w kostkę (jeśli mam, to żółtą i czerwoną)
1 średnia cukinia pokrojona w kostkę (lub taka sama ilość dyni)
3-4 marchewki pokrojone w słupki 
4 ząbki czosnku drobno pokrojonego
puszkę kukurydzy (lub taką samą ilość kukurydzy świeżej ugotowanej)
puszkę ananasa pokrojonego w kostkę - razem z sokiem
2 łyżki soli
1/2 szkl cukru
1/2 szkl octu
2 łyżki papryki słodkiej
1 płaska łyżeczka chili
1 łyżka curry
1 łyżeczka pieprzu czarnego lub białego
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
2 łyżki musztardy
Wszystko gotujemy jeszcze ok 20-30 min - do miękkości warzyw. Na koniec dodajemy 2 łyżki mąki ziemniaczanej rozmieszanej w sporej ilości sosu. Dodajemy do garnka, mieszamy, zagotowujemy, gorący sos przekładamy do słoików i krótko pasteryzujemy.
Z tej ilości składników wychodzi ok. 8 dużych (chyba litrowych :) słoików. 

Sos wystarczy podgrzać, ugotować ryż i obiad gotowy - często dodaję jeszcze podsmażoną pierś z kurczaka lub indyka - jej przygotowanie trwa akurat tyle ile ugotowanie ryżu. Na wierzch natka pietruszki i zajadamy ze smakiem :)


A tymczasem w ogrodzie :)




 Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 4 sierpnia 2015

Dżem z cukinii / Courgette jam

Niektórzy zapewne słyszeli, a może nawet robią podobny dżem, ale nadal wiele osób bardzo się dziwi, albo wręcz dziwnie na mnie patrzy gdy mówię, że robię dżem z cukinii :) Z drugiej strony tych, którzy tu zaglądają i słyszeli już nie raz o mojej miłości do tego warzywa, pewnie specjalnie nie zaskoczy ten post. Od kilku lat robię ten dżem i nieustannie cieszy się on dużym powodzeniem, dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami przepisem według, którego go robię. 


Dżem z cukinii
2,5 kg cukinii
40 dkg cukru
3 galaretki pomarańczowe lub cytrynowe
2-3 łyżeczki kwasku cytrynowego
aromat pomarańczowy lub cytrynowy do smaku (można pominąć jeżeli nie lubicie:)

Cukinię obrać, usunąć gniazda nasienne, zetrzeć na tarce o średnich lub grubych oczkach i dusić do rozgotowania. Następnie dodać cukier, galaretki i aromat i dusić ok 20-30 min. Na końcu dodać kwasek cytrynowy - ilość dopasować do smaku jaki nam odpowiada. Gorący dżem przełożyć do słoiczków, zakręcić i postawić dnem do góry żeby dobrze 'złapały' i gotowe! 

Dżem po przestygnięciu gęstnieje, ale nie jest taki całkiem gęsty - jeżeli wolicie troszkę gęściejszy można ewentualnie dodać jedną więcej galaretkę, albo żelatynę. Ja daję 3 galaretki i nic więcej i dla mnie jest ok :)

W tym roku przez zupełny przypadek po raz pierwszy zrobiłam dżem z galaretką agrestową - nie było w sklepie cytrynowej, a akurat nie miałam czasu żeby do innego sklepu iść więc wzięłam agrestową i też się nadaje :) Galaretka musi po prostu mieć wyrazisty, najlepiej kwaskowaty smak, bo cukinia sama w sobie jest dość mdła, więc trzeba jej dodać smaku - dlatego najlepiej sprawdzą się galaretki cytrusowe. 

 z lewej z galaretką agrestową, z prawej z cytrynową

Ja ścieram cukinię na średnich oczkach z prostego powodu - szybciej się rozgotowuje (dawniej ścierałam na grubych i faktycznie troszkę dłużej schodziło z gotowaniem). Nie rozgotowuję jej jednak całkowicie ponieważ wolę gdy wyczuwalna jest 'struktura' startej cukinii niż taka całkiem rozgotowana masa, ale to już każdy sam wie co mu bardziej odpowiada :)


W tym roku dalej eksperymentuję z cukinią i oprócz moich stałych 'wyrobów cukiniowych' (zupa, pasztet, tarta, ketchup) co jakiś czas goszczą na naszym stole zupełnie nowe - robiłam ostatnio na przykład pizzę na spodzie z cukinii, chleb i mufinki z cukinią. I tak się zastanawiam co będzie następne? :)
Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia Wszystkim życzę!

środa, 10 czerwca 2015

Stokrotki / Daisies

Mają w sobie coś... Delikatność i niezwykłą urodę. Ich łacińska nazwa bellis pochodzi od słowa bellus, co oznacza piękny. Zawsze miałam do nich słabość - niby takie zwykłe, a tak urzekające. To pewnie poniekąd wyjaśnia dlaczego stokrotka pojawiła się na ikonce i na logo bloga.  Poza tym wydawało mi się, że stokrotka doskonale współgra z ideą mojego bloga - jest takim małym drobiazgiem, a tak niesamowicie upiększa naszą codzienność. Dlatego też dzisiaj oddaję im hołd i poświęcam im osobny wpis ;)
Za każdym razem gdy mam kosić trawnik nawzdycham się do nich i żeby choć trochę przedłużyć ich żywot zbieram na bukieciki. Na szczęście one bardzo szybko odrastają i przed kolejnym koszeniem nasz nieperfekcyjny trawnik znów jest ukwiecony :)









Ciekawostką może być to, że kwiaty stokrotki są jadalne i można je dodawać np. do sałatek lub dekorować nimi różne potrawy. Te niepozorne kwiatki zawierają wiele dobroczynnych składników, które mają działanie wykrztuśne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Od wieków ponoć znany był syrop z kwiatów stokrotek. Napar z kwiatów zaś polecany jest przy złej przemianie materii oraz jako środek moczopędny. 


Nigdy nie przetwarzałam stokrotek więc jest to mój debiut, ale słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat smaku i zapachu syropu i dlatego postanowiłam przekonać się czy faktycznie jest się czym zachwycać. No i przyznam, że spodobał mi się ten specyfik :) Można go popijać przy przeziębieniu w celach zdrowotnych, ale będzie również doskonały jako polewa do lodów, deserów, naleśników, racuszków czy czego tam jeszcze chcecie :)


Oto przepis: 

Syrop ze stokrotek
20 dkg stokrotek
30 dkg cukru
1 cytryna
2 szkl wrzącej wody

Na syrop zbieramy same kwiatki stokrotek - bez łodyżek. Kwiatki płuczemy, umieszczamy w jakimś naczyniu i zalewamy wrzącą wodą. Dodajemy pokrojoną w cienkie plasterki i pozbawioną pestek cytrynę. Odstawiamy na 24 godziny. Po tym czasie przecedzamy i dokładnie odciskamy - przez gazę lub płótno, dodajemy cukier i gotujemy aż syrop zgęstnieje (ok. 1,5 godz).
 


 
Lubię takie ciekawostki kulinarne dlatego uważam, że warto było poświęcić trochę stokrotek na ten czarodziejski syrop :) Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 5 czerwca 2015

Kwiaty czarnego bzu / Elderflowers

Pięknie rozkwitł już czarny bez więc jeśli macie ochotę troszkę go poprzetwarzać to teraz jest ten czas! :) Ja dzisiaj nazrywałam kwiatów, z których planuję zrobić syrop i nalewkę. W zeszłym roku i jedno i drugie robiłam po raz pierwszy i o ile syrop wyszedł całkiem niezły, to nalewka okazała się trochę za słodka i musiałam ją przerabiać. Dlatego w tym roku zrobię już według zmodyfikowanego przeze mnie przepisu. Kwiaty czarnego bzu mają dość wyrazisty smak i wiem, że nie wszystkim może on przypaść do gustu - ja lubię takie konkretne smaki dlatego dla mnie jest prima sort :) 


Oczywiście kwiaty najlepiej zbierać z dala od drogi, żeby nie były zanieczyszczone. Kwiatów nie płuczemy tylko rozkładamy na gazecie żeby powychodziły z nich ewentualne robaczki :)  Można troszkę otrzepać, ale delikatnie - tak żeby nie opadł nam cały pyłek. Odcinamy grube łodyżki żeby syrop czy nalewka nie zrobiły się gorzkie. 
Dla zainteresowanych wrzucam przepisy :)

Nalewka z kwiatów czarnego bzu
50 baldachimów kwiatów czarnego bzu
5 dużych cytryn (lub 3 cytryny i 2 limonki)
50-60 dkg cukru
1 litr wody
1 łyżeczka suszonego korzenia arcydzięgla
3 łyżeczki kwasku cytrynowego
1 litr spirytusu

Z cukru i wody przygotować syrop (rozpuścić cukier w gorącej wodzie), ostudzić. 
2 cytryny sparzyć wrzątkiem, pokroić w cienkie plasterki i usunąć z nich pestki.
Do wyparzonego słoja włożyć kwiaty przekładając je plasterkami cytryny (wkładając cytryny do słoja zgniatam je trochę żeby puściły sok).
Zalać syropem, przykryć gazą lub pergaminem i odstawić w ciepłe, nasłonecznione miejsce na 10 dni.
Po tym czasie sok przelać przez sito, dodać spirytus, sok z pozostałych 3 cytryn (lub limonek), kwasek cytrynowy, wymieszać, dodać arcydzięgiel, odstawić na miesiąc w ciemne miejsce i potrząsać co 3-4 dni. 
Następnie pozostawić na 2 tygodnie do sklarowania (wtedy już nie potrząsać) i zlać do butelek. 
Uwaga: arcydzięgiel bez problemu dostaniecie w sklepie zielarskim, a baldachimy liczymy tak mniej więcej :) - duży liczy się za jeden , a jak są małe to dwa albo nawet trzy liczą się za jeden :)

Syrop z kwiatów czarnego bzu
60 baldachimów kwiatów czarnego bzu
1 - 1,5 kg cukru (w zależności od upodobań:)
2 litry wody
sok z 2 cytryn
sok z 2 limonek
jeśli wolicie kwaskowate smaki to można jeszcze dodać kwasek cytrynowy - ok. 2 łyżki


Z cukru i wody przygotować syrop, zalać nim kwiaty, dodać sok z cytryny i limonki i ewentualnie kwasek cytrynowy. Odstawić na 2-3 dni, co jakiś czas przemieszać. Po tym czasie przecedzić przez sito wyłożone gazą. Rozlać do butelek lub słoiczków i zapasteryzować. 
Syrop pijemy oczywiście z wodą - ma fajny orzeźwiający smak doskonały na letnie upały! 


A na koniec mała ogrodowa aktualizacja, bo dość dawno mnie tu nie było... Tak to teraz wygląda: 





 





Pozdrawiam serdecznie i udanego długiego weekendu wszystkim życzę!

piątek, 17 października 2014

Konfitura z żurawiny

Po brusznicy przyszła kolej na żurawinę - to również mój debiut. Wiele razy myślałam żeby zrobić domową konfiturę - bo wiadomo ta ze sklepu, to jednak wiele niepotrzebnych składników zawiera, ale jakoś nigdy się za nią nie zabrałam - pewnie trochę też dlatego, że nie tak łatwo ją dostać w moim małym miasteczku. W tym roku mi się jednak poszczęściło i udało mi się kupić piękną żurawinę.


Konfiturę robiłam podobnie jak tę z brusznicy, z tym, że do żurawiny dodałam jeszcze jabłka. Robi się ją dość szybko - nie trzeba mieszać kilka godzin i smażyć pół dnia, czy nawet kilka dni jak to z niektórymi konfiturami bywa. Ja uwinęłam się ze wszystkim w godzinkę - czyli mieści się to w moich granicach stania nad garami :)


Konfitura z żurawiny
1 kg żurawiny
3 jabłka (najlepiej szara reneta)
3 gruszki
40-50 dkg cukru
1 szkl wody
kilka goździków
laska cynamonu

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy cukier, rozpuszczamy, dodajemy oczyszczoną i umytą żurawinę i gotujemy ok. 20 min. Następnie dodajemy obrane i pokrojone w  kostkę jabłka i smażymy ok. 10 min. Na koniec dodajemy obrane i pokrojone w kostkę gruszki, goździki i cynamon i smażymy jeszcze ok. 15-20 min. Gorącą konfiturę przekładamy do słoiczków i odwracamy do góry dnem lub pasteryzujemy. Żurawina zawiera dużo pektyn dlatego po wystygnięciu mocno zgęstnieje.

Do rozpuszczenia cukru zużyłam pół szklanki wody, a drugie pół stopniowo dolewałam w trakcie smażenia żeby rozrzedzić szybko gęstniejącą konfiturę - w ten sposób uniknęłam przypalenia. Na początek lepiej dać mniej cukru i ewentualnie dosłodzić pod koniec - ja zaczęłam od 30 dkg, ale moja żurawina nie wszystka była dobrze dojrzała i konfitura byłaby jednak za kwaśna dlatego musiałam dać więcej cukru. Gdy żurawina się rozsmaży konfitura zaczyna mocno pryskać dlatego przez ostatnie 20 minut trzeba cały czas mieszać. Ja dodaję gruszki później niż jabłka ponieważ nie chcę żeby się całkowicie rozgotowały - lubię gdy są wyczuwalne ich cząsteczki. 


Podobnie jak konfitura z borówki brusznicy jest idealna do pieczonych mięs, pasztetów i serów. Jabłka i gruszki łagodzą ten kwaśno-goryczkowy smak, ale nadal jest on wyczuwalny.


Ciekawy smak tej konfitury z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy lubią bardziej wytrawne potrawy. Ja zdecydowanie polecam - tym bardziej, że robi się ją w mig :)
Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 11 października 2014

Borówka brusznica

Znacie borówkę brusznicę (nazywana czasem borówką czerwoną)? Ja do tej pory znałam głównie ze słyszenia, bo jakoś nie natknęłam się na nią w naszych okolicznych lasach - chociaż gdzieś ją już wcześniej na pewno spotkałam bo kojarzę jak rośnie i jak wygląda. Nie raz słyszałam, że bardzo dobre są z niej konfitury i od kilku już lat przymierzałam się żeby je zrobić, ale jakoś tak mi zawsze schodziło... albo zapominałam, albo nie spotykałam na rynku i kolejny sezon mijał. W tym roku jednak postanowiłam, że w końcu muszę tego przypilnować i gdzieś zdobyć te czerwone jagódki i tak też się stało :)

Tak wyglądają krzaczki brusznicy (zdjęcie pochodzi z Wikipedii)

Konfitura jest rewelacyjna (jeden słoiczek już skonsumowany) i robi się ją bardzo szybko - czyli dokładnie tak jak lubię. Oto jak ją zrobiłam:

Konfitura z borówki brusznicy
1 kg borówki brusznicy
3 duże gruszki
30-40 dkg cukru
1/2 szkl wody
kilka goździków
kawałek laski cynamonu lub 2 łyżeczki zmielonego

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy cukier, rozpuszczamy, dodajemy oczyszczoną, wypłukaną i sparzoną wrzątkiem brusznicę i smażymy ok. 20-30 min (wodę można pominąć i po prostu smażyć brusznicę z cukrem ale wtedy łatwiej ją przypalić). 
Następnie dodajemy gruszki (obrane i pokrojone w dużą kostkę), goździki i cynamon i smażymy kolejne 20-30 min. Gorącą konfiturę wkładamy do słoiczków i odwracamy do góry dnem lub pasteryzujemy. Brusznica zawiera dużo pektyn, dlatego po wystygnięciu konfitura pięknie nam zgęstnieje. Z kilograma powinno wyjść 6 małych słoiczków.
Konfitura jest idealna do pieczonych mięs, kiełbasek, pasztetów, serów czy nawet na kanapkę. Delikatnie wyczuwalny smak goryczki pasuje do wytrawnych potraw. Gruszki bardzo łagodzą goryczkę owoców brusznicy - jeśli ktoś chciałby ten goryczkowy smak podkreślić to może zmniejszyć ilość gruszek.


Mój przepis to jak zwykle kompilacja kilku-kilkunastu przepisów znalezionych na necie. Przeglądam, porównuję i dopasowuję do swoich upodobań :)


Zdecydowanie polecam! Myślę, że fajnie jest mieć w swoich zapasach coś takiego mniej oklepanego, co pozwoli nam urozmaicić nasze dania. 



Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam i sobie jeszcze wielu takich letnich dni tej jesieni!

poniedziałek, 15 września 2014

Jarzębina raz jeszcze (sos jabłkowo-jarzębinowy)

Kilka dni temu chwilowo pogorszyła nam się aura i znowu zamieszałam trochę w garach i tak się do tego mieszania przyłożyłam, że... nadwyrężyłam sobie rękę... a przynajmniej jest to jedyne logiczne wytłumaczenie jakie potrafię znaleźć, od czego mnie ręka tak boli, że hamulca ręcznego nie mogę zaciągnąć :)
No ale mieszanie nie poszło na marne bo zrobiłam zapas wspaniałego sosu jabłkowo-jarzębinowego. Zarówno ten jak i poprzedni mój jarzębinowy przepis (dostępny tu) pochodzą z bloga Green Canoe i obydwa wpisały się już do grona stałych bywalców naszych piwnicznych półeczek. 




Jest to doskonały dodatek do mięs, kiełbasek, serów czy nawet kanapek - zamiast ketchupu czy innych sosów. A oto i przepis: 
Sos jabłkowo-jarzębinowy
3 kg jabłek
1 kg jarzębiny
0,5 kg cukru
1 łyżka imbiru (starty świeży lub w proszku)
1 łyżka kardamonu
1 łyżka cynamonu
 sok z 1 cytryny
Jabłka obrać i zetrzeć na tarce. Dodać sok z cytryny i przyprawy i gotować na maleńkim ogniu.
Gdy jabłka się rozgotują tworząc gęstą masę dodajemy przemarznięte owoce jarzębiny - wcześniej sparzone na sicie wrzątkiem - gotujemy, aż owoce jarzębiny zmiękną, ale nie dopuszczamy do ich rozgotowania. 
Na końcu dodajemy cukier i jeszcze chwilkę gotujemy.
Gorący, gęsty sos wkładamy do słoiczków i odwracamy do góry dnem lub pasteryzujemy.
W tym roku chciałam troszkę zaostrzyć smak i dodałam jeszcze pieprz - jak na razie nikt nie narzekał :)
 


Mojej rodzinie bardzo posmakował ten sos. Polecam szczególnie tym, którzy lubią nieoczywiste i niebanalne smaki :)
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i  życzę słonecznego tygodnia!