środa, 6 lipca 2016

Krótki wypad do Wiednia / Short break in Vienna

Właściwie nie zamieszczałam tu do tej pory postów o tematyce stricte podróżniczej (no może jakieś dwa maluteńkie wyjątki mi się kiedyś tam przydarzyły), ale skoro ten blog i tak jest totalną mieszanką moich pasji, zainteresowań i tego co mi po prostu w duszy gra, to stwierdziłam, że czemu nie - tym bardziej, że ja sama bardzo chętnie zaglądam na różne strony, w tym blogi, gdzie mogę znaleźć informacje o miejscu, do którego się wybieram. Dzisiejszym postem otwieram zatem nowy cykl podróżniczy :) Na początek będzie kilka słów o zachwycającym swą monumentalnością Wiedniu, gdzie spędziłam długi majowy weekend.

Miasto robi niesamowite wrażenie... urzeka swoją potęgą, przestrzenią, pięknymi, zadbanymi budynkami, parkami, pałacami i ogrodami. Spacerując po mieście, i to niekoniecznie po jego ścisłym centrum, nie raz łapałam się na tym, że przystawałam z zachwytu przed jakimś budynkiem i zastanawiałam się co to może być - muzeum, a może jakiś budynek rządowy... a okazywało się, że to po prostu 'zwykła' kamienica :) Wielokrotnie też zwracałam uwagę na to, jak czyste, jasne i przestronne jest to miasto. Większość kamienic ma jasny kolor i to chyba sprawia, że nawet jeśli nie są one jakoś super odnowione, to i tak wyglądają ładnie - nie są szare, bure i obdrapane, jak te w niektórych naszych miastach. 

Z pewnością 4 dni (a dokładnie 3,5) to za mało żeby zobaczyć wszystko to, co Wiedeń ma do zaoferowania, ale  wystarczająco dużo żeby zobaczyć te najważniejsze, 'obowiązkowe punkty programu' :)

A oto jak wyglądała nasza wycieczka:
Dzień 1
- Pałac i ogrody Schönbrunn, Palmiarnia, Glorieta, fontanna Neptuna
- Ryneczek Naschtmarkt
- kościół św. Karola Boromeusza - Karlskirche
- Belweder
- Cerkiew św. Mikołaja
- Pomnik Bohaterów Armii Czerwonej


 Pałac Schönbrunn
Zdecydowanie trzeba się tam wybrać - wnętrza zachwycają bogatymi zdobieniami, ogrody są przepięknie utrzymane, a ze wzgórza, na którym wzniesiona została Glorieta, rozciąga się wspaniały widok na pałac i na miasto.

 widok ze wzgórza

 widok na Pałac Schönbrunn z drugiej strony fontanny

Glorieta

Palmiarnia

Naschtmarkt
Stragany ze świeżymi owocami, warzywami, przyprawami, kwiatami a także dużo fajnych restauracyjek z jedzeniem z różnych zakątków świata  - tutaj po raz pierwszy skosztowałam i zasmakowałam, w jak się później okazało, bardzo popularnym w Austrii apertifie Aperol. Aperol pochodzi z Włoch i robiony jest z gorzkiej pomarańczy, rabarbaru, wyciągu ziół i goryczki, i chociaż jest to apertif, to dzięki swojemu orzeźwiającemu smakowi będzie doskonałym letnim drinkiem :)

Aperol


 Kościół św. Karola
Ten piękny barokowy budynek widziałam tylko z zewnątrz - natknęłyśmy się na niego przypadkiem zmierzając w stronę Belwederu, ale jak się okazuje takie przypadki mają w sobie coś magicznego, gdyż akuratnie gdy tamtędy przechodziłyśmy trwał koncert organowy, którego widownia słuchała siedząc na zewnątrz kościoła. Przycupnęłyśmy więc i my i udało nam się jeszcze załapać na kawałeczek tego koncertu :)
 

Górny Belweder

Dolny Belweder 
Gdy pierwszego dnia dotarłyśmy do Belwederu było już za późno żeby zwiedzić wnętrza, więc powłóczyłyśmy się nieśpiesznie po cudnych ogrodach i pozachwycałyśmy się pięknymi rabatkami i na tym miałyśmy poprzestać, jednak czując niedosyt Klimta wróciłyśmy tam jeszcze ostatniego dnia żeby zajrzeć do wnętrz... no bo jak to w Wiedniu być i Klimta nie widzieć!? :)

Spacerując po Wiedniu na każdym kroku spotykałyśmy przecudnej urody kwiaty - istny raj dla miłośników ogrodów.

 Pomnik Żołnierzy Radzieckich
Pod koniec pierwszego dnia, już właściwie kierując się w stronę hotelu nagle, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu ukazał się błyszczący w świetle zachodzącego słońca Pomnik Żołnierza Radzieckiego - ponoć nie raz już próbowano go zniszczyć, a nawet wysadzić, ale z tego co widziałam ma się on całkiem dobrze.

Dzień 2
Katerda św. Szczepana
- Hofburg
- Motylarnia
- Kawiarnia w Hotelu Sacher
- Prater
- Uniwersytet
- Ratusz
- Teatr 
 

Katedra św. Szczepana
Jeden, z chyba najbardziej rozpoznawalnych symboli Wiednia - ja też zawsze myśląc o Wiedniu miałam przed oczami tę wspaniałą budowlę z charakterystycznym kolorowym dachem.


 Hofburg
Kolejne miejsce, które po prostu trzeba odwiedzić to Hofburg - imponujący zespół pałacowy - siedziba władców Austrii. 

Motylarnia
Miejsce godne polecenia osobom lubiącym ciekawostki przyrodnicze - wizyta tam, to krótki spacer w otoczeniu bujnej roślinności i wśród fruwających wszędzie (a czasem nawet przysiadających na dłoni) pięknych okazów motyli - duża wilgotność i wysoka temperatura sprawiają, że to niewielkie wnętrze jest akurat w sam raz - ciężko byłoby tam dłużej wytrzymać :)

 Tort Sachera
No cóż będąc w Wiedniu chyba po prostu trzeba go spróbować i przekonać się o co tyle hałasu. Czy jest dobry? To pewnie każdy sam musi ocenić zgodnie z upodobaniami smakowymi :). Według mnie to po prostu ładnie podane ciasto czekoladowe (jak dla mnie trochę za słodkie - nie dałam rady zjeść całego kawałka). Czy wart jest swojej ceny? Na pewno nie, ale przecież nie płacimy tu tylko za ciasto, ale za miejsce gdzie je konsumujemy i za tę całą legendę jaką przez lata zostało ono owiane... bo oczywiste jest, że jeśli już decydujemy się na to szalone łakomstwo to tylko w kawiarni Hotelu Sacher - czyli w jedynym miejscu gdzie możemy kupić ten najprawdziwszy tort Sachera :)... Ale trzeba przyznać, że kawę podają tam prima sort :)




Prater
Chyba jedno z najbardziej tętniących życiem, kolorowych, roześmianych, rozkrzyczanych i rozbrzmiewających muzyką miejsc jakie odwiedziłam w Wiedniu - zdecydowanie raj dla milusińskich, ale i duzi też mogą tam sympatycznie spędzić czas.


Na sam koniec dnia ledwo powłócząc nogami udałyśmy się jeszcze na spacer - chciałyśmy zobaczyć budynki uniwersytetu, ratusza i teatru, które znajdują się przy słynnej Ringstrasse - jak łatwo się domyśl - warto było! :)

 Uniwersytet


 Ratusz


Teatr

Dzień 3
- Muzeum Historii Sztuki
- spacer po zielonej części Prateru
- Dunaj
- Dzielnica Muzealna - MuseumsQuartier - MQ
- Plac św. Szczepana  i przylegające uliczki


Muzeum Historii Sztuki
Muzeum Historii Sztuki (Kunsthistorisches Museum) niestety mnie rozczarowało - naczytałam się, że jest to jedna z największych na świecie galerii posiadająca niezwykle cenną kolekcję malarstwa europejskiego, a tymczasem ta kolekcja wydała mi się wcale nie taka znowu duża i na dodatek jeszcze kilka obrazów (tych bardziej znanych dla takiego jak ja laika) akurat w tym czasie zostało oddanych do renowacji czy konserwacji. Mimo rozczarowania kolekcją obrazów przyznaję oczywiście, że samo wnętrze robi niesamowite wrażenie. Dla mnie ciekawa była też kolekcja sztuki starożytnej.



Po dłuuuugim spacerze po części parkowej Prateru skusiłyśmy się na kolejny kultowy wiedeński deser - Apfelstrudel - czyli taka nasza szarlotka. Kto lubi szarlotkę na pewno zasmakuje i w tym deserze :)

 Apfelstrudel


 mumok - Muzeum Sztuki Współczesnej
MuseumsQuartier czyli Dzielnica Muzealna to miejsce szczególnie ciekawe dla koneserów sztuki - kompleks ten składa się z muzeów, galerii, restauracji, kawiarni i sklepików. Odbywają się tu różne wystawy, koncerty, przedstawienia i spotkania autorskie. Znajduje się tu między innymi ciekawy budynek mumok czyli Muzeum Sztuki Współczesnej.

Dzień 4
- Belweder
- kawiarnia Hawelka 
- powrót do domu 

widok z okna górnego Belwederu
Zdecydowanie polecam zwiedzić Belweder - zarówno ze względu na piękne wnętrza jak i wspaniałą kolekcję obrazów - w tym pokaźną kolekcję Klimta wraz ze słynnym pocałunkiem.



kawiarnia Hawelka
I znowu zupełnie przypadkiem trafiłyśmy do super klimatycznej, tradycyjnej wiedeńskiej kawiarni - Hawelka, założonej przez Leopolda Hawelkę w 1939 roku. Prosty wystrój, żadnych ochów i achów, ale atmosfera tego miejsca niepowtarzalna!


Garść praktycznych informacji:
- do Wiednia można dostać się Polskim Busem za naprawdę przyzwoitą cenę
- po Wiedniu najłatwiej poruszać się metrem i tramwajami
- warto zakupić Kartę Wiedeńską (Vienna Card) ważną 48 lub 72 godz - uprawnia ona do bezpłatnych przejazdów wszystkimi liniami metra, autobusowymi i tramwajowymi oraz do wielu zniżek w muzeach, teatrach, kawiarniach i restauracjach
- przykładowe ceny biletów: Belweder €20,  Hofburg €12,90, Muzeum Historii Sztuki €15 Motylarnia €6,50

Wyjazd do Wiednia był udany pod każdym względem, dlatego jeśli ktoś szuka pomysłu na kilkudniowy wypad, czy jakiś dłuższy weekend to zdecydowanie mogę polecić to miasto! 

środa, 29 czerwca 2016

Fotograficzne drobiażdżki / Photographic bits and pieces

Prawie w każdym zaułku można znaleźć coś ciekawego :)

 mała wioska, Zakynthos

"Zastygałem nieraz na długo w tym oknie, patrząc. I wystarczyło mi, że patrzę. Miałem, poczucie, że nie dlatego patrzę, że mam oczy, lecz jakbym został obdarzony przez ten widok za oknem łaską patrzenia. I może nawet jestem dzięki temu, że patrzę. Nie musiałem sobie niczego wyobrażać, nie czułem nawet, że jakiekolwiek słowo chce się we mnie narodzić, bo wszystko było w tym patrzeniu. Niekiedy nawiedzało mnie wręcz poczucie, że to patrzenie jest niezależne od mojego istnienia. Tylko czy możliwe jest istnienie świata niezależne od człowieka?"
Wiesław Myśliwski

wtorek, 28 czerwca 2016

Najszybsze danie z cukinii / The quickest courgette dish

Sytuacja była taka - miałam cukinię, nie miałam obiadu, ani za bardzo czasu żeby ten obiad ugotować - zrobiłam więc super szybkie danie z cukinią :)


Duszona cukinia z kaszą lub makaronem
Cukinię pokroiłam i podsmażyłam na oliwie z czosnkiem i świeżym tymiankiem, doprawiłam solą i pieprzem... i na tym właściwie można by poprzestać bo cukinia w takiej postaci smakuje znakomicie, ale tym razem troszkę ją urozmaiciłam bo chciałam zrobić coś w stylu sosu :) więc dodałam jeszcze przecier pomidorowy, suszone pomidory (gdybym miała świeże, dałabym świeże) i odrobinę pasty curry, żeby zaostrzyć smak. 
W czasie kiedy cukinia dusiła się na patelni ugotowałam kaszę i zrobiłam sałatkę z zielonej sałaty i rukoli i  obiad był gotowy! 
Podawałam moje ekspresowe danie posypane pokruszoną fetą i świeżą kolendrą. 


Dość dużo wyszło mi tej cukinii więc był obiad na dwa dni - w jeden dzień była cukinia z kaszą, w drugi z makaronem - obydwie wersje były równie smaczne! :)
Zdaję sobie sprawę, że taki obiad to żadna filozofia, ale wrzucam 'przepis' bo wiem, że pomysły na takie szybkie dania czasem bardzo się przydają. Pozdrawiam serdecznie!
 

wtorek, 7 czerwca 2016

Fotograficzne drobiażdżki / Photographic bits and pieces

z serii lubię obserwować ludzi :)

Świątynia Wat Phra That Lampang Luang, Tajlandia
"(...) tajemnica, jaką stanowi drugi człowiek, tym bardziej się pogłębia, im dłużej mu się przyglądać."
                                                                                                                  Debra Dean 

sobota, 4 czerwca 2016

Słodki stół / Sweet table

Zdarzyło mi się jakiś czas temu (tak naprawdę to zupełnie przez przypadek), przygotowywać słodki stół na wesele znajomej. Szczerze mówiąc jak pierwszy raz usłyszałam od niej o słodkim stole, to nie wiedziałam za bardzo o co chodzi i dopiero po obejrzeniu sporej ilości zdjęć dowiedziałam się jak bardzo popularne są teraz takie stoły i jak one najczęściej wyglądają. I przyznam, że nieźle się wtedy przeraziłam - te oglądane przeze mnie stoły były tak idealne, piękne i profesjonalne, że nie było najmniejszych szans żebym stworzyła coś podobnego, bo ani talentu, ani rekwizytów takich nie miałam :)

Niemniej jednak zgodziłam się i nie było odwrotu - musiałam więc zakasać rękawy i wymyślić jak to zrobię. Na szczęście moja znajoma nie chciała idealnego słodkiego stołu rodem z żurnala, tylko coś bardziej 'naturalnego' :) Poza tym miał to być słodki stół dla dzieci więc można było wpleść jakieś zabawne, kolorowe elementy i nie wszystko musiało być idealnie dopasowane. Tak też wyszło - było kolorowo i zabawnie, a milusińscy goście weselni byli zachwyceni :)

Najpierw przygotowałam kilka elementów dekoracyjnych - girlandę z napisem słodki stół, kilka pików do powbijania w słodkości, lizakowe 'bukiety' oraz kartonowy tort, na którym stanąć miały babeczki. Kupiłam też kilka gadżetów z myślą o dzieciach - czapeczki i gwizdki - takie jak zwykle kupujemy na przyjęcia urodzinowe :)

Dzień i noc przed weselem, to był bardzo intensywny czas ponieważ musiałam przygotować wszystko to, co chciałam żeby było zrobione na świeżo - czyli tak naprawdę większość łakoci :) Efekt końcowy był taki: 


A co dokładnie pojawiło się na stole? Postaram się pokazać Wam teraz poszczególne elementy. Wrzucę też przepisy na te łakocie, o które pojawiło się najwięcej pytań - czyli ciasteczkowe lizaki i karmelowy popcorn :)

Oprócz słodkości domowej roboty, były też wspomniane już lizaki, różne żelki, malinki, pianki, ptasie mleczko, krówki i ciasteczkowe draże - czyli to, co dzieciaczki lubią najbardziej. Wiem, wiem - strasznie niezdrowe, ale to przecież była wyjątkowa okazja - raz na jakiś czas można w końcu zaszaleć :)

Na środku stołu stanął mufinkowy tort - były dwa rodzaje mufinek - większe czekoladowe i kokosowe w wersji mini.  



Lizakowe bukiety - to po prostu lizaki ozdobione wstążeczkami i powbijane w styropian :)


Ciasteczkowe lizaki, czy jak kto woli cake pops :)

 
Ptasie mleczko ozdobione kwiatuszkami wyciętymi z masy cukrowej  i perełkami


Karmelowy popcorn


Żelki, pianki, krówki, draże ciasteczkowe i cała reszta :)


 A teraz obiecane przepisy :)

Ciasteczkowe lizaki 
- pieczemy zwykły biszkopt
- kruszymy biszkopt tak żeby powstał nam z niego 'piasek'
- dodajemy kilka łyżek dżemu / marmolady / nutelli *- po prostu tego, na co mamy ochotę - dodajemy po łyżce i mieszamy sprawdzając konsystencję (ważne żeby nie dać tego za dużo bo będzie się ciapać, a z  kolei jak damy za mało, to będzie się kruszyło i nie uda nam się uformować kulek) - nasz piasek ma zrobić się lepki tak żeby dało się z niego ulepić kulki - powstałą masę schładzamy w lodówce (15-20 min)
* ja dałam dżem brzoskwiniowy pomieszany z dość kwaśnym dżemem z pigwy - chciałam żeby masa nie była zbyt słodka, bo słodkości dodała jeszcze polewa czekoladowa
- gdy nasza masa będzie schłodzona formujemy z niej kulki, układamy na tacy i ponownie schładzamy w lodówce
- rozpuszczamy kawałeczek czekolady / kuwertury, maczamy w niej patyczek do lizaków i wbijamy go w nasze kulki i znów wstawiamy na chwilę do lodówki
- roztapiamy resztę czekolady / kuwertury i maczamy w niej lizaki, delikatnie strzepujemy nadmiar czekolady, ozdabiamy czym dusza zapragnie i układamy na tacy bądź na specjalnym stojaku do lizaków (ewentualnie wbijamy w kawałek styropianu)

Karmelowy popcorn
- robimy popcorn (na patelni lub w mikrofalówce - jak wolimy :)
- w garnku roztapiamy 1/2 kostki masła, dodajemy 1/2 szkl brązowego cukru i 2 łyżki miodu (lub więcej miodu i pomijamy cukier), mieszamy na ogniu aż troszkę zgęstnieje
- powstałą masą polewamy popcorn i dokładnie mieszamy żeby się dobrze oblepił
- popcorn najlepiej jest na chwilę rozłożyć na tacy lub papierze aż zastygnie karmel (żeby nie zbił nam się on w jedną wielką kulę ;)

Na pewno nie był to słodki stół na miarę tych przygotowywanych przez profesjonalnych cukierników, czy firmy specjalizujące się w tymże temacie. Był to mój totalny debiut, gdyż większość z tych rzeczy robiłam pierwszy raz w życiu, stresu więc było co nie miara, ale koniec końców wszystko się udało, no i najważniejsze para młoda była zadowolona :)


Pozdrawiam serdecznie!